Kiedyś moja była szwagierka zarzuciła mi że wykorzystuję wszystkie błędy mojej żony, teściów.
Wykorzystuję???
Ale do dziecka staram się mówić dobrze o mamie,
w swoich wpisach starałem się przedstawić fakty, lub własne myśli co sądzę o tym i o tamtym.
Nigdy i nigdzie nie mówiłem o niej źle do dziecka. Próbowałem powiedzieć Ani że to nie jest tak jak mama mówi że to tata ich/ją zostawił. Ale zaraz była reakcja mojej esk, i dałem sobie spokój, nie chcę mieszać dziecku w głowie. Może jak będzie już dorosła i dożyję pokażę jej kto kogo nie chciał, i kto kogo zostawił.
Nie pisałem też (tu w blogu ani nigdzie indziej) o niej źle poza faktami które przedstawiają ją niestety tak jak jest (rozumiem że te fakty źle o niej świadczą, na ale cóż, nic jej na to już nie mogę poradzić, próbowałem na wszelkie sposoby, wyczerpały mi się)
chociaż swoje zdanie na jej temat mam.
Zatrzymam je dla siebie.
Próbowałem wczuć się w jej sytuację, spojrzeć na to z jej strony, i za nic tego nie rozumiem?
Nie rozumiem jak mógłbym (będąc na jej miejscu) mając męża który ją kocha, szanuje i troszczy się o nią, jak mógłbym/mogłabym go odrzucić. Przecież tak trudno jest dziś znaleźć przyjaciela w dzisiejszym świecie, prawdziwego przyjeciela takiego który byłby gotowy krew za nas oddać.
Zresztą kiedyś (tuż przed rozwodem) mi powiedziała:
Ty wcale taki zły nie byłeś, tylko jakiś taki dziwny :)
Ale przed ślubem dziwny nie byłem, byłem normalny.
I podobno wyszła za mnie z miłości, tak napisała w pozwie do Sądu Biskupiego.