niedziela, 29 stycznia 2012

Koniec sierpnia 2006 roku, ciąg dalszy mojej historii małżeńskiej z panią Mariolą Szybką.


Wyjechałem do Anglii 09.01.2006 (dostałem kontrakt na wyjazd na export z polską firmą budowlaną). Z początku dzwoniłem ale były awantury o pieniądze, ja mówiłem że środki na życie mojej żonie zostawiłem a ona na to że to jej pieniądze i że ona to miała przeznaczone na samochód. Ja z kolei mówiłem że gdybyśmy żyli wcześniej jak mąż i żona w zgodzie i miłości to samochód bym jej kupił. Po trzech miesiącach od wyjazdu dostałem pozew o alimenty. Oskarżyli mnie że nie daję na dziecko a za pieniądze które jej zostawiłem kupiła sobie samochód od swojego brata. Miałem przyjechać na święta Wielkanocne ale skoro podali mnie do sądu, nie pojechałem, przestałem też dzwonić, ale postanowiłem wrócić i ostatecznie porozmawiać z żoną. Te rozmowy są na płycie, dołączam je. Tak wyglądała rozmowa z moją żoną, tak wygląda miłość!
Ja się z Makłówką nie żeniłem i nie musimy tam mieszkać. Ale moja żona musi tam mieszkać. Ja tam nie stanowiłem o swojej rodzinie. O mojej rodzinie decydowali tam rodzice żony i moja żona, mnie tylko informowali co uzgodnili. Opisywałem to już wcześniej. Wyrzucili mnie, powiedzieli żebym uciekał z ich domu, moja żona wiele razy dawała mi do zrozumienia że to jest jej dom (podkreślała to, wcześniej też się wyprowadzałem kilka razy, ponieważ moja żona nie była szczęśliwa ze mną), więc im powiedziałem że jeśli chcą żebym tam mieszkał to niech przepiszą dom na mnie, wtedy będę wiedział że mnie z niego nikt nie wygoni i będę dbał o niego. To tylko byłaby ostateczność, ustępstwo dla mojej żony Marioli jeśli chciała dalej mieszkać ze swoimi rodzicami w rodzinnym domu. Wolałbym jednak mieszkać osobno.
Małżeństwo trwałoby nadal gdyby przynajmniej moja żona w tym związku była za mną. Nie przejmował bym się że jej rodzice są ze mnie niezadowo-leni. Ona jednak podzielała zdanie swoich rodziców że jestem do niczego. Że jestem nieodpowiedzialny, niezaradny, nienormalny, nie dbam o dzie-cko, podobno moja żona Mariola nie wierzyła że potrafię utrzymać rodzinę i tylko dzięki temu żeśmy mieszkali w Makłówce i dzięki pomocy jej rodzi-ców utrzymywaliśmy się, dalej tak twierdzą.
Więc po co im ktoś taki jak ja??? Przecież to tylko kula u nogi taki ktoś! Jeśli nie chce żyć ze mną (Ludzie nie żyją ze sobą ale na dzieci łożą), nie da mi stanowić o swojej rodzinie, jestem dla niej do niczego, nie do życia to wniosłem sprawę o rozwód.
Może znajdzie się Ktoś dla kogo będę do życia, i dam temu komuś wszystko to co chciałem pani Marioli dać. Może Bóg ulituje się nade mną. On widzi wszystko z góry obiektywnie i sprawiedliwie.
Z dzieckiem moja żona nie chciała żebym się widywał, jej rodzice też nie chcieli ale postraszyłem sądem i ustąpili. Traktują jednak dziecko jak swoją własność a mnie jako kogoś kto pojęcia o dzieciach nie ma, no i jest nieodpowiedzialny.
Za to Państwo Szybcy razem z córką Mariolą są odpowiedzialni bo przecież wychowują dziecko.
Nie komentuję tego więcej, ocenę zostawiam Sądowi Biskupiemu gdzie toczy się proces o unieważnienie małżeństwa.
Mirosław Mucha

3 komentarze:

  1. Czy interesowałeś się podczas pobytu za granicą jak czuje się dziecko i czy czegoś mu nie potrzeba?
    Nie przesyłałeś pieniędzy, bo sądziłeś, że tamte zostawione muszą wystarczyć matce i dziecku. Ale nie byłeś na miejscu i nie wiedziałeś z jakimi problemami musi się zmagać Twoja żona. Może dziecko nie raz czuło się źle lub chore, nieraz nie przespała nocy... Może potrzebowała samochodu, żeby nikogo się nie prosić, żeby nikomu nie zawracać głowy swoimi problemami. Ty pojechałeś sobie i zostawiłeś ją samą ze wszystkimi problemami.
    Troska i strach o dziecko, żeby mu się nic nie stało, bardzo psychicznie wykańcza kobietę. Pozostaje sama, mąż daleko, a obok tylko rodzice, którzy mogą pomóc o każdej porze dnia.
    Szkoda, że tego nie rozumiałeś.
    Zablokowałeś jej pieniądze, żeby musiała Cię o nie prosić. Dlatego musiała podać o alimenty.
    Nie wniosłeś od siebie nic w tym czasie, bo ani nie było Ciebie, ani nie było pieniędzy, które miałeś rzekomo dla nich zarobić.
    Twój udział w ich życiu, w życiu Twojej córki był żaden.
    Twoja żona miała prawo sądzić, że ją opuściłeś.
    Czuła się po prostu bardzo bardzo samotna, nierozumiana i niekochana.

    Czy Ty wiesz, jak kobieta tęskni za choćby krótką chwilą przytulenia, za pewnością, że wszystko będzie dobrze, że ktoś się nią zaopiekuje i da wsparcie lub zdejmie z niej ciężar podejmowania ciągłych decyzji???

    Ciebie nie było. Chciałeś tylko miłych słów, a ona krzyczała, krzyczała z bezsilności, z tęsknoty, z braku zrozumienia, z bezsilności, że zostawiłeś ją z marnymi pieniędzmi, by była Tobie poddana, by robiła tak jak Ty tego chciałeś i jak sobie sam obmyśliłeś.

    Powinieneś wiedzieć, że zakup przez nią samochodu, nie był wymyśloną fanaberią, ona go potrzebowała. Potrzebowała by pojechać po zakupy i lekarstwa dla dziecka, by kupić potrzebne rzeczy.
    Twój kolega nie zawsze miał czas. Zanim by przyjechał, to dziecko już mogło się obudzić, a ona musiała przy nim być.
    Chciała usprawnień, bo nie było Ciebie przy niej, który powinieneś jej pomóc, bo to Twoje dziecko i Twoja żona...

    Ty ukarałeś ją za to, że kupiła samochód. Nie wysyłałeś pieniędzy. Jak inaczej miała uprosić Ciebie o to, byś w końcu był odpowiedzialny za rodzinę?

    Jasam, zastanów się, czy miałeś rację tak postępując??????

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie tak jak myślisz.
    Wyjechałem tylko na 3 miesiące, miałem zamiar przyjechać na Święta wielkanocne. Byłem tak rozżalony o te alimenty, o brak refleksji w ogóle że nie pojechałem na święta.

    Piszesz każda kobieta potrzebuje bliskości, przytulenia.
    A gdy byłem w Polsce, przed wyjazdem i chciałem ją przytulić to co się działo, wiesz jak było?
    Piszę o tym w innych postach.
    Krzyczała z bezsilności, z tęsknoty - a gdy byłem w Polsce i przyjeżdżałem to też z tęsknoty, i bezsilności???
    A niby co takiego robiłem że trzeba było się tak drzeć na mnie???????????? Kiedyś usłyszałem takie coś: "TY WCALE NIE BYŁEŚ TAKI ZŁY, TYLKO JAKIŚ DZIWNY"

    Samochód stał u niej na ogrodzie, a kluczyki zostawiłem u kolegi tylko dlatego że akurat była zima i ona niepewnie czuła się w zimie jako kierowca. Jeśli kluczyki chciała wystarczyło tylko powiedzieć.

    Odpowiedzialność za rodzinę przejawia się tym że chcę wszystkiego co najlepsze dla dziecka i dla żony/męża.

    Dzieckiem się interesowałem, miałem informację co się z nim dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  3. I co z tego, że miałeś informacje o dziecku? Czy nagle byś się tam pojawił, kiedy dziecko było przeziębione lub miało wysoką temperaturę? Czy przyjechałbyś, by je utulić do snu, żeby robić okłady i pilnować, kiedy trzeba podać dziecku leki? Czy wyręczyłbyś wtedy zmęczoną całonocną opieką matkę?
    Może wezwałbyś pielęgniarkę? Ale niestety taką trzeba opłacić.

    Czy byłeś, kiedy dziecku wyrzynały się pierwsze ząbki i było z tego powodu niespokojne? Czy prałeś ciuszki zabrudzone od jedzenia i nadmiernego ślinienia? Przewijałeś je i myłeś dupcię? Czy gotowałeś zupki, przecierałeś soczki, a potem sprzątałeś ten cały bałagan?
    Czy wychodziłeś na spacer i zabawiałeś, kiedy było marudne i płakało nie wiadomo z jakiego powodu?

    Ciebie Jasam nie było. Byłeś za granicą. Cały trud pozostawiłeś matce dziecka, karząc ją jeszcze niewysyłaniem pieniędzy.
    Jasam, czy uważasz to za sprawiedliwe?

    Owszem, pewnie też ciężko pracowałeś, ale po pracy mogłeś odpocząć, obejrzeć telewizję czy pogadać z kumplami. Jednak zajmowanie się dzieckiem to etat całodobowy. To ciągłe czuwanie bez żadnego odpoczynku.

    Ty nie dawałeś pieniędzy, a teraz chcesz być kochanym tatusiem jak gdyby nigdy nic.

    OdpowiedzUsuń