wtorek, 31 stycznia 2012

Pismo końcowe dla Sądu Kościelnego


W odpowiedzi na pismo Obrońcy Węzła małżeńskiego ks. dr. Norberta Panka pragnę przedstawić, co następuje. Strona powodowa, czyli moja
żona zarzuca mi:
1.    Brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich wzajemnie przyjmowanych i przekazywanych po stronie pozwanego mężczyzny, czyli mojej.
2.    Niezdolność do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej po stronie pozwanego mężczyzny, czyli także mojej.

         Otóż stwierdzam że:
Moja żona Mariola Szybka (teraz Mucha) złamała przede wszystkim  przysięgę małżeńską. Przysięgała miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że mnie nie opuści aż do śmierci. Tymczasem już dwa lata po ślubie dowiedziałem się od niej, że nie chce dalej żyć ze mną. Usłyszałem od niej że: „LUDZIE NIE ŻYJĄ ZA SOBĄ ALE NA DZIECI PŁACĄ”. 
Także przed sądem twierdziła, że nie chce żyć ze mną, choć pani sędzia prosiła żeby się dobrze zastanowiła.
To jaką miłość i uczciwość małżeńską otrzymywałem od niej, nie chcę się więcej nad tym rozwodzić. Opisywałem to już wcześniej.                 
          Wobec powyższych uważam że zarzuty w punkcie 1. i 2. powinny być  skierowane do mojej żony.
Ponieważ biorąc ślub albo nie zdawała sobie sprawy co robi, albo przysięgając nie mówiła prawdy, czyli była oszustką. W jednym i w drugim przypadku nie ma miejsca na uczciwość małżeńską.
Uważam że z całej przysięgi małżeńskiej otrzymywałem od niej jedynie wierność. Taką jednak że po urodzeniu się dziecka nie pozwalała się nawet dotknąć.
To za mało jednak żeby małżeństwo trwało.
         Moja żona zarzuca mi także że byłem zależny od matki.
Otóż pragnę stwierdzić jeszcze raz że: moja żona wszystkie istotne kwestie dotyczące naszego małżeństwa, po ślubie  uzgadniała ze swoimi rodzicami, nie ze mną (większość spraw dotyczących naszego dziecka, kwestia naszego miejsca zamieszkania była już z góry ustalona i bezapelacyjnie podjęta, w końcu zawłaszczyli sobie dziecko, czyniąc mnie nieodpowiedzialnym).
         Jeśli chodzi o moje wyjazdy zagraniczne to tę kwestię także już wcześniej opisywałem.
W  skrócie więc tylko dodam że po urodzeniu się dziecka zostałem postawiony przed faktem dokonanym, i  musiałem zamieszkać wbrew wcześniejszym obietnicom w domu mojej żony. Ja także źle się tam czułem, ale ustąpiłem ze względu na moją żonę. Mieszkałem tam 5 miesięcy prawie, podczas których moja żona nie była ze mną szczęśliwa,  więc wyjechałem.
Wyjechałem na 3 miesiące tylko, ale ponieważ moja żona wspólnie ze swoimi rodzicami zaskarżyli mnie do sądu o alimenty, że nie płacę na dziecko (chociaż zostawiłem pieniądze), to zostałem dłużej.
Małżeństwo uważam że zaczęło rozpadać się dużo wcześniej, gdy jeszcze mieszkałem w domu mojej żony, po urodzeniu się dziecka. Gdzie na wszystkie dyskusje, konsultacje, uzgodnienia, moja żona chodziła na dół do swoich rodziców, a ze mną nie miała czasu  nawet porozmawiać lub mówiła że się nie da.
          Proszę Prześwietnych Sędziów by wzięli pod uwagę moje pismo przy podejmowaniu decyzji.   

Marek Mucha                                               




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz