środa, 22 lutego 2012

Obraz kobiety dziś i przed wiekami

Pewnie znowu się narażę większości żeńskiej przede wszystkim, ludziom z forum, bo tam jestem
najbardziej krytykowany.
Określano mnie już jako beznadziejny przypadek, sugerowano żebym sobie dał spokój, że małżeństwo się skończyło, żebym zajął się właściwymi relacjami z dzieckiem itp.
Otóż spokój już sobie dałem, nie liczę już na tamto małżeństwo, nie chcę już od niej nic, nawet alimentów, chcę tylko dziecko, i ujawnić prawdę. To czy ludzie ją przyjmą to już inna sprawa. Ale jeśli kogoś chce się osądzać to trzeba poznać zdanie także tej drugiej strony, jeśli chce się być obiektywnym.
Dziecka też nie chcę wyrywać na siłę, ale chcę mieć z nim normalny kontakt, żeby mi nie przeszkadzano, i żeby w przyszłości mogła mieć wybór gdzie chce mieszkać, z mamą czy z tatą. Po uprzednim poznaniu domu, taty, jego rodziny, krewnych i znajomych.

Na forum sugerowano mi żebym zastanowił się nad sobą, że przecież też nie byłem idealny, bez winy itp.
Ależ oczywiście, nikt nie jest idealny, i ja też mam swoje wady, i nie byłem idealny.
Różnica między nami, między moją Eks pani byłą żoną a mną polega na tym że ja starałem się utrzymać to małżeństwo, starałem się ze wszystkich sił, a moja Eks gdy mówiłem do niej że jeśli będzie tak postępować to rozwód murowany, darła się: TO BĘDZIE!!!

Czy potrafili byście się przytulić do kogoś kto się na Was drze, ma wieczne pretensje, myśli egoistycznie, nie zważając czy to kogoś rani, nie zważając na nic, potrafilibyście?????
Może trzeba było zostać jednak, po dwóch latach takiego traktowania klęknąć i przeprosić za wszystko, może by się zlitowała i nie kazała mi się wynosić, przypuszczalnie dalej traktowała by mnie tak jak wcześniej, z pomocą rodziców, w końcu miała wsparcie, no bo przecież byłem winny, nawet przepraszałem. Nie wiem ile bym tak wytrzymał??? Może rok, dwa, może 4 a może nawet do dzisiaj. Jeśli bym prędzej nie skończył ze sobą, a czuję się mocnym człowiekiem, psychicznie też, więc może bym dotrwał.
Może ta malotka by mi pomogła, i zapytała by się czasem mamusiu dlaczego krzyczysz na tatę???
A dlaczego babcia i dziadzio nie lubią taty???
Może powinienem wytrwać.
Nie wytrzymałem, przepraszam Aniu nie wytrzymałem.

Na forum zarzucano mi że zdarzyło się że ją popchnąłem, ironizując że za słabo pewnie.
Bo to jest tak proszę Państwa. Na faceta można się drzeć do woli, można mu nawtykać, powiedzieć co ślina tylko na język przyniesie. Przecież jej nie uderzy bo by wyszło na to że ją bije! Więc kobieta czuje się bezkarnie. Ale przecież ten facet też jest normalnym człowiekiem i też ma uczucia, nerwy, rozum, jak każdy człowiek.
Zresztą w moim przypadku postawiono ciekawy zarzut między innymi, w pozwie do Sądu Biskupiego. Zarzut dający obraz co to za ludzie myślę. Zarzut ten brzmiał: BYŁ ZA SPOKOJNY. (Będzie do wglądu w tym tygodniu, w tym poście tylko muszę to zeskanować)
Przyznacie Państwo że ciekawy? :) Bo to jest tak, że jak bije, znęca się psychicznie i fizycznie to jest źle, ale za spokojny też nie może być :) :) przynajmniej w moim przypadku tak było.

Chciałbym Wam coś opowiedzieć.
Otóż byłem przez prawie trzy lata w Anglii, wynajmowałem tam pokój w dość dużym domu, kuchnię i łazienkę mieliśmy wspólną. Mieszkało tam parę osób z Polski, jeden facet z Bangladeszu o imieniu Kirit, i Hiszpanka Sara, spotykała się z chłopakiem także z Bangladeszu, nie był to jednak znajomy Kirita.
Porozumiewaliśmy się po angielsku, rozumiem trochę.
Zapomniałem już jak chłopak Sary miał na imie.
Po jakimś roku Sara z chłopakiem zaczęli mówić o ślubie. Może ślub przyśpieszyło też to że jeśli nie to chłopak Sary musiałby opuścić terytorium UK, bo kończyła mu się wiza, miał na pół roku o ile pamiętam, już wcześniej przedłużał.
Sarę trochę poznałem, pomagałem jej przykręcić półki w pokoju, powiesić firanki, jej chłopak jeszcze wtedy nie przychodził tak często, trochę też rozmawialiśmy.
Była troszkę pyskata, może źle powiedziane ale miała ostrzejsze zwroty.
Ogólnie przed ślubem nie było jednak między Sarą a jej chłopakiem kłótni.
Byłem na przyjęciu po ślubie już, zaprosili nas do restauracji.
On pracował, był kucharzem, Ona nie pracowała, chwilowo.
Po ślubie Sara zaczęła pyskować do niego. Z tego co zrozumiałem, bo jak była zła to mówiła bardzo szybko to zarzucała mu że za mało zarabia, żeby zmienił pracę, że muszą mieszkać do spółki z innymi ludźmi, nawet że za wolno je zaczęła mieć do niego pretensje. Kiepsko gotowała, długo jej schodziło, On był kucharzem, ale nie mógł gotować bo chodził do pracy. Widziałem że mu się czasem ciśnienie podnosi, ale panował nad sobą.
Nieraz jedliśmy wspólny obiad, więc słyszałem co się dzieje.
Nie zdarzało się to codziennie ale dość często.
Pewnego razu On wrócił później, i wszyscy już zjedli obiad i poszli na gorę ale ja jeszcze byłem w kuchni.
Sara jeszcze nie miała gotowego obiadu, więc siadł przy stole, i zaczęliśmy rozmawiać. Początkowo na takie ogólne tematy, (a Sara z buzią do niego) i On pyta mnie się wprost: Mark, czy sądzisz że to tak powinno być?? Żeby twoja żona zamiast być miłą, miała wieczne pretensje, i krzyczała na ciebie??? Przecież jeśli przychodzę z pracy - mówi - to jestem zmęczony.
Sara ciągle pyskuje aż się czerwona zrobiła, od kuchni i od tej pyskówki pewnie.
On nagle wstał, i otwartą dłonią przyłożył jej aż się skuliła, złapał za włosy podniósł głowę i jeszcze raz, i jeszcze, zaciągnął do pokoju, zamknął drzwi, a tam było słychać jak ją leje. Zaczęła wołać jeszcze jak ją darł do pokoju - Mark.... Mark...- nie poszedłem jej bronić, nie miałem prawa, a nawet nie chciałem.
Na drugi dzień Sara nie gotowała obiadu.
W kolejnych dniach już gotowała, cichutka, ani słowem się nie odzywała do nikogo, do męża tak samo, przynajmniej w kuchni.
Wyprowadziłem się stamtąd po paru miesiącach. Oni też zmienili mieszkanie. Spotkałem ich później, szli razem, On trzymał ją za rękę, Ona była w ciąży, zatrzymali się, On rozmawiał ze mną, Ona tylko cześć powiedziała.

Uważam że niektórym naszym kobietom, także i tym na forum przydał by się taki arabski, wschodni mąż, albo trzeba by wysłać je na parę miesięcy na staż w tamte rejony.
Doceniłyby to co tu mają w Polsce, w Europie.

P.S. to jest moje spojrzenie na dzisiejsze kobiety, nie generalizuję, nie wszystkie takie są, nawet patrząc w około po sąsiedzku twierdzę że większość to mądre, skromne znające swoje miejsce i odpowiedzialne kobiety. Niestety przechlapane ma człowiek który trafi na te z pozostałej części.
O mężczyznach będzie w następnym poście.
Cdn.

6 komentarzy:

  1. Fajna opowieść o Sarze.
    Masz rację, jest coś takiego w kobietach, że zamiast mówić o swoich potrzebach, zaczynają krzyczeć. W sumie to nawet nie jest ich wina, bo robią to nieświadomie. One nie wiedzą jak mają "dotrzeć" do mężczyzny, co mogą zrobić, żeby były przez nich zrozumiane.
    Kobiety myślą, że mężczyźni powinni być domyślni, a tak nie jest. Do mężczyzny trzeba mówić jasno i przejrzyście.Nikt nie jest wróżbitą. Nikt nie lubi krzyków i agresji.
    Ale kobiety nie wiedzą, że mężczyźni są niedomyślni, a mężczyźni nie wiedzą, że przez krzyki i fochy kobiety chcą by mężczyźni takimi się stali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wytłumaczył/wytłumaczyła byś to tak samo ładnie na gazeta forum, dział: rozwód.. i co dalej? ja już nie mam siły :)
      jestem tam atakowany przez cały tabun kobiet przede wszystkim. Nie wiem jaki procent jest podobnych kobiet w Polsce, w świecie, ale wśród takich jak tam materiału na żonę się nie znajdzie

      Usuń
  2. Wiesz co, jak czytam tak, to mogę domyślać się, o co chodziło Twojej żonie. Mianowicie o to, że byłeś z nią "z braku laku" - cały czas podkreślasz, jaka była stara, nieładna, chora, a Ty łaskawie ją wziąłeś. Jako Twoja żona, ja pewnie bym płakała, a nie krzyczała, ale powody byłyby takie same.
    Na dodatek uważasz, że kobietę powinno się bić i to jest prawidłowy sposób rozwiązywania konfliktów... tego nie ma nawet co komentować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie czytasz dokładnie, napisałem że moja żona była i jest nadal ładną kobietą (Historia mojego małżeństwa z panią Mariolą Szybką)
      Nie uważam że kobiety należy bić, ale że niektórym przydał by się inny klimat życia na chwilę, doceniły wówczas to co tu mają

      Usuń
    2. Piszesz,że "ładną kobietą", pomijam już, że kochana żona powinna dla Ciebie być najpiękniejszą na świecie kobietą! - ale obok wyliczasz jej wiek i braki w urodzie... Na pewno do niej wprost też się nie powstrzymywałeś przed wyliczankami. Zresztą, Twój nieemocjonalny stosunek do "pani żony" przebija z każdego zdania tego bloga. Poprzednio faktycznie skrótowo się wyraziłam, bo w komentarzach nie ma miejsca na takie rozpisywanie się. Jednak moim zdaniem Twoim grzechem było małżeństwo z rozsądku, bez prawdziwej miłości i namiętności. Żona pewnie widziała to, ale mówiła sobie, że jesteś zahamowany, bo coś tam i coś jeszcze, a po ślubie zobaczyła, że nie ma co liczyć na prawdziwe uczucie i frustracja się przelała. Stąd teksty, że "za późno". Potem ewidentnie chciała dać Ci szansę, żebyś przyjechał, porozmawiał - ale zobaczyła znowu osobę obojętną na nią, nie chcącą jej prawdziwie kochać, tylko wpierać, że jest niegrzeczna, więc nie możesz jej traktować jak "ludzki pan". Wierz mi, gdybyś kochał ją naprawdę, nie byłoby w ogóle kwestii "gdyby dała się kochać", nie umiałbyś wyobrazić sobie wyjazdu na tyle czasu od małego dziecka, nie zasłaniałbyś się kosztami telefonów, itp. Sam piszesz, że do niej Cię nie ciągnęło... Smutne to wszystko, że nie umiałeś jej pokochać, a jak zdecydowała, że woli być sama niż z człowiekiem, który jest z nią "z braku laku" - a dla kobiety to wielka tragedia, bo przestaje czuć się kobietą! - masz do niej o to pretensje. Twoja była żona jest człowiekiem, który zasługuje na miłość, nie umiałeś jej tego dać - przeproś za to i staraj się jak najwięcej kontaktować z dzieckiem... nie odmawiaj alimentów, bo one są na dziecko, nie na samochód żony i odmową ukarzesz dziecko, a nie ją. Ona sobie radę da.

      Usuń
  3. Może gdyby tak wysłać takich panów jak Ty i ten od Sary gdzieś na zachód, do cywilizowanej części Europy, czy choćby tylko do Włoch czy Hiszpanii to docenilibyście to, jakie macie tu możliwości i jak wam dobrze- za dobrze. Tam byle portki nie są w cenie, a kobiety nie są robotami wieloczynnościowymi, zaprogramowanymi na zapewnienie panu swemu spokoju, wygody, papu na obiad i czystych gaci na zmianę.

    OdpowiedzUsuń